Notify Message
Mume1
Historia Gildii - Sith Reborn
Mówią, że przed powstaniem galaktyk nie było niczego. Pył i nicocość wypełniały czarną masę, która była nieskończonością naszych wyobrażeń. Wtedy z połączenia chaosu ciemności i światła kreującego się życia powstało "Odrodzenie". Tak twierdzi nasza organizacja.

Kolejny upalny dzień na Tatooine. Zachód dwóch słońc, które wypalały pustynne tereny zbliżał się nieubłaganie. Darth Hyperowski wyszedł przed port kosmiczny by zaczerpnąć powietrza. Patrząc przed siebie widział nie tylko targi obskurnego miasta, ale drużyne bractwa, przygotowującą się do wymarszu. Varjatto podszedł do Generała od tyłu klepiąc go w ramię.

Hyperowski: Lages?
Varajatto: Jaki kurwa Lages? To ja staruszku.
Hyperowski: Przestraszyłeś mnie, myślałem, że to ten oficer II.
Varjatto: Zdenerwowany przed dzisiejszą misją? Pójdzie jak zawsze. Wejdziemy - zabijemy, może nawet będziemy się dobrze bawić. Zaliczymy zadanie, a potem wrócimy na Kass upić się na koszt Imperium. Bycie Sithem to nie tylko obowiązki i mrok długiego życia, ciemnego i zarośniętego jak dupa Wookie.
Hyperowski: Boję się bo to Ty dziś prowadzisz.
Varjatto: No właśnie, dlaczego to właśnie JA kieruje dzisiejszą akcją?
Hyperowski: Marr wzywa mnie na Korriban. Dowiedział się o organizowanych lekcjach mocy i przyjmowaniu akolitów, którzy nie koniecznie radzą sobie w Akademii.
Varjatto: Jasna cholera, co teraz?
Hyperowski: Zobaczymy, trzymaj papiery, będziesz działał zgodnie z opisanymi przeze mnie wskazówkami. Nie zabijcie go czasem przyjacielu.
Varjatto: Chodź, przemowa czeka.

Hyperowski przeszedł kilka razy przed dumnym szeregiem Odrodzonych. Sprawdził mundury i uzbrojenie. Spojrzał kilka razy głębokim spojrzeniem w oczy nie których akolitów. Wydawali się gotowi do misji. Celem był ukrywający się w siedzibie CZERKA Generał republikańskiej armii - Major Copelland. Firma odkryła bardzo przydatną technologie dotycząco droidów AH-42 i kilka innych rzeczy. Nie mówiąc już o samej obecności Majora, który był weteranem bitw na Hoth i wielkiej klęski Republiki, która stała się prawdą za sprawą działań jeszcze wtedy Generała Imperialnej Armii - Hyperowskiego. Major to typowy wojskowy, który zapracował sobie w swojej karierze na rangę. Wie również bardzo wiele na temat poczynań wojskowych Republiki. Jego wartość, a raczej wartość merytoryczna wiedzy jaką posiada jest unikatowa. Bractwo ma go pojmać i sprowadzić do stolicy. Liczy się osiągniecie celu, reszta nie gra roli.

Varjatto zebrał ludzi i podzielił ich na 2 grupy. Wyszkoleni w magii Sith infiltrowali i zabijali przednie straże ochroniarzy CZERKA. Szybko i cicho. Zannae błyszczała ze swoim ostrzem w ciemności. Jeszcze nigdy klinga nie chodziła tak szybko i dokładnie jak wtedy. Z ciała do ciała, z krwii do krwii. Korni również pokazywał swoje umiejętności. Wiedzieliście, że można kogoś dosłownie rozsmarować ciemną energią po całym kontenerze po odpadkach technicznych używając jedynie jednej ręki? Ha, ja też nie. Sachmis i Sopran świetnie sprawowali się jako swoiste maszyny kroczące. Akolitka i młody Sith niszczyli wszystko na swojej drodze. Lord Varjatto otaczał magiczną barierą każdego z członków misji. Ciemna Energia nie pozwalała przechodzić kulą, a ludzi zabijała od samego spojrzenia na nią. Major nie miał szans.
W końcu po godzinie szaleństwa w siedzibie korporacji dotarli do Copellanda.

Major: Co to ma znaczyć?! Straż!
Varjatto: Zamknij kurwa mordę. *rzuca Majorem o ściane przytrzymując go w powietrzu*
Major: Sit...hhnhhhhh.. czego.. chce...cciee?
Varjatto: Czemu od razu tak niegrzecznie? Przyszliśmy się po prostu przywitać i zabrać Cię w bezpieczne miejsce Majorze. Tutaj, cóż - nie jest już bezpiecznie.
Korni: Lordzie, nie wolno lekceważyć wroga, mieliśmy go pojmać i przetransportować na Kass.
Zannae: Korni ma racje mój Panie, zbierajmy się.
Sachmis: Lord pokazuje mu co to potęga Sith, a wy łgacie jak psy.
Sopran: *ogląda technologie droidów skanując ją swoim cybernetycznym okiem*
Varjatto: Już wychodzimy. Majorze - jeżeli pozwolisz to grzecznie odtransportujemy Cię na miejsce. Lages, zwiąż go i trzymaj na muszce, idziemy.

Członkowie bractwa wyprowadzając Majora z siedziby CZERKA rozmyślają nad zadaniem. Część z nich uświadomiła sobie dzisiaj, że nie ważne jak wysoko stoisz w społecznej drabinie. Czy jesteś królem, który posiada magiczne berło władzy, Lordem Sith czy zwyczajnym żołnierzem - los może odwrócić się od Ciebie w sekundach. Część z nich już to wiedziała, część to dkryła. Część - nie czuła zupełnie nic. Chodzą słuchy, że Major próbował uciekać w trakcie przebiegu transportu. Jednak to pozostaje już tajemnicą samych członków Odrodzenia, gdyż nigdy oficjalnie żaden raport nie wspominał o tym wydarzeniu.